Dzisiaj, na oficjalnej stronie Europejskiego Banku Centralnego, ukazała się publikacja opisująca "Ostatni bastion Bitcoina". Na wstępie autorzy adresują stabilizację po ostatniomiesięcznych spadkach, które zwolennikom kryptowalut wskazywać mają bliskie odbicie w górę. Według nich jednak "bardziej prawdopodobnym jest, że to sztucznie wywołany ostatni oddech przed drogą do nieistotności".
Dalej możemy się dowiedzieć o tym, że Bitcoin jest rzadko używany w legalnych transakcjach oraz o tym, że transakcje w sieci są "uciążliwe, powolne i drogie". No cóż. Najwyraźniej autorzy niezbyt dobrze się przygotowali. Mogliby wypytać chociażby innych niemieckojęzycznych kolegów o sieć Lightning Network, która jako rozwiązanie warstwy drugiej sieci blockchain pozwala na bardzo szybkie i tanie transakcje. Ale pewnie w ECB nie wiedzą co to warstwa druga. Zatrzymali się jak widać na czasach Satoshiego Nakamoto.
Autorzy bardzo ciekawie wskazują, iż Bitcoin nie potrafi generować "cashflow" jak nieruchomości, czy płacić dywidend jak chociażby akcje. Pewnie również nie słyszeli o protokołach płynności jak AAVE, czy też pożyczkowych jak Compound. Zablokowane w nich środki w krypto pozwalają zarabiać. Mamy zatem cashflow, oprocentowanie czy "dywidendy". Źle się Panowie przygotowaliście oj źle. Nieładnie rozpowiadać niesprawdzone informacje.
Piszą również, że Bitcoin nie może być produktywnie użyty jak towary, a wartość kryptowaluty jest oparta na czystej spekulacji. Hmm. Ciekawy jestem jak bardzo produktywnie używaja na giełdzie towarów traderzy. No tak, kupię sobie 1000 ton kukurydzy, a jak nie sprzedam, to przynajmniej zrobię sobie nachosy! Przecież spekulacja odbywa się NA WSZYTSKIM. Daje ona płynność dużym rynkom. Duża zmienność jest związana głównie z młodością rynku krypto, a co za tym idzie z ogólnie pojętym dużym ryzykiem.
Panowie piszą o bańce, ponieważ bańki dotyczą oczywiście tylko świata kryptowalut. Chyba są zbyt młodzi by pamiętać bańkę dot.com'ów z przełomu wieków w USA (akcje), lub zapomnieli o klasycznej tulipomanii w XVII wiecznej Holandii (towary). Może nie byli jeszcze pełnoletni, gdy pękła bańka związanego z przepompowanym rynkiem hipotecznym w 2008 roku (produkty finansowe). Bańki były, są i będą. I to na wszystkich rynkach.
Na koniec artykułu mamy o pracach nad regulacjami, które wg. autorów "są źle rozumiane jako przyzwolenie" rozwoju świata krypto. Powiem krótko. Dobre regulacje spowodują rozwój rynku i zwiększą bezpieczeństwo użytkowników. Złe regulacje sprawią, że rynek się skurczy. Znów odwołam się do innych przykładów. Czyż to nie regulacje prawne ustabilizowały rynek akcji podczas wielkiego kryzysu w latach 30-tych ubiegłego wieku? Czy "przelewarowanie" lub niewłaściwe wykorzystywanie depozytów klientów nie miało tam miejsca? Jakoś znaleziono działające rozwiązania, którym "banksterka" była wtedy przeciwna? Czy w świecie krytptoaktywów jest to niemożliwe?
Oj złe to krypto złe. Zakażmy zakażmy jak najszybciej ... i wprowadźmy kontrolowany przez ECB wirtualny pieniądz. Będzie bezpiecznie bo pilnie śledzone, przepraszam, strzeżone przez kochający rząd. Ten "jedyny dobry" wirtualny pieniądz, którego dodrukujemy ile wlezie, który byle urzędnik zablokuje obywatelowi jednym kliknięciem na prośbę troskliwego rządu. Na prawdę ECB? Czy już tak boicie się konkurencji, że zaczynacie wypuszczać fałszywe informacje?
Oryginalna wersja artykułu dostępna jest poniżej:
Bitcoin’s last stand, Ulrich Bindseil i Jürgen Schaaf, Strona ECB >>




