źródło grafiki: Wikipedia
Ray Dalio to legendarny inwestor, założyciel i wieloletni zarządzający funduszem Bridgewater. Jego ogromne doświadczenie na rynkach oraz w międzynarodowych kontaktach jest ogromne. Dlatego gdy Ray mówi, należy słuchać. Dzisiejszy wpis stanowi tłumaczenie wpisu Ray'a na platformie LinkedIn z czerwca tego roku. Rzuca on światło na obecna sytuację na świecie oraz przybliża mentalność i kulturę Chin. Choć wpis długi, na prawdę warto. Jest on istotny, ponieważ bardzo rzadko mieszkańcy Zachodu rozumieją zasady i podejście dalekowschodniej kultury. Moim zdaniem jest to bardzo ważny tekst i dlatego postanowiłem go opublikować w wersji polskiej, naturalnie z zachowaniem odnośników do oryginału (poniżej). Geopolityka wpływa na wszystkie aktywa, szczególnie na ryzykowne, jak kryptowaluty.
System trybutarny: Nowy porządek świata
Ray Dalio Założyciel Bridgewater Associates
O chińskiej kulturze, systemie trybutarnym, stu latach upokorzeń, Sztuce wojny, „jednych Chinach z Tajwanem jako ich częścią”, o tym, gdzie jesteśmy teraz i dokąd zmierzamy. Oryginalny wpis na LinkedIn >>
Gdzie jesteśmy teraz
Ostatnio spędziłem miesiąc w Azji, w tym 10 dni w Chinach, gdzie spotkałem się z wysokimi rangą decydentami w kilku krajach. Zauważyłem, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy nastąpiła ogromna zmiana w porządku światowym, ponieważ:
Sposób, w jaki Stany Zjednoczone poradziły sobie z przejęciem cieśniny Ormuz przez Iran, skłonił światowych przywódców, zwłaszcza tych w Azji, do wniosku, że amerykańskie społeczeństwo nie jest gotowe na znoszenie niewygód wojny i że USA nie mają zasobów, aby prowadzić wojny na dwóch lub więcej frontach, a zatem nie mają tego, co konieczne, by walczyć o utrzymanie swojego imperium. Sytuacja ta bardzo przypomina reakcję Brytyjczyków na przejęcie Kanału Sueskiego przez Egipt, co zwiastowało koniec Imperium Brytyjskiego. Mówiąc ściślej, jest obecnie nie do pomyślenia, by amerykańska opinia publiczna poparła militarną odpowiedź USA na chińskie naciski a) wycelowane w Tajwan lub b) wymierzone w kraje próbujące powstrzymać Chiny. Zmieniło to sposób myślenia i działania przywódców w krajach, które są sojusznikami USA i które goszczą amerykańskie bazy jako przeciwwagę dla Chin, zakładając, że Stany Zjednoczone będą ich chronić. Oczywiście ma to ogromne implikacje dla światowego porządku geopolitycznego, zwłaszcza dla Tajwanu, Japonii, Filipin i, w mniejszym stopniu, innych państw azjatyckich. Zmiana ta znalazła odzwierciedlenie w wielu wizytach głów państw i ich delegacji w Pekinie w celu budowania relacji o charakterze trybutarnym z prezydentem Xi, ale najbardziej znaczącym przejawem tego przesunięcia było jasne zakomunikowanie prezydentowi Trumpowi przez prezydenta Xi, w formie zawoalowanej groźby, że planowana przez USA sprzedaż broni na Tajwan nie będzie przez Chiny mile widziana.
Stało się również jasne, że Chińczycy zarabiają ogromne pieniądze na swoim eksporcie, co prowadzi do gromadzenia przez chińskie firmy i banki potężnych nadwyżek kapitałowych, które dają Chinom bardzo dużą siłę nabywczą. Wywiera to presję na wzrost wartości chińskiego juana (renminbi) w stosunku do dolara amerykańskiego. Ponadto wykorzystanie juana w transakcjach handlowych i kapitałowych szybko rośnie w stosunku do dolara amerykańskiego, a chińskie banki, firmy z rynku kapitałowego i same rynki kapitałowe stają się silnymi konkurentami dla swoich amerykańskich odpowiedników w czasie, gdy Chińczycy, co zrozumiałe, niechętnie gromadzą amerykańskie aktywa, które mogą zostać objęte sankcjami. Z pewnością obserwujemy gwałtowny rozwój gospodarczej i finansowej potęgi Chin.
Ponieważ większość przywódców państw uważa teraz te dwa punkty za prawdziwe, obserwujemy, jak kilku światowych liderów, oprócz prezydenta Trumpa, składa wizyty prezydentowi Xi, aby budować dobre relacje i dobijać targów (tj. „składać trybut”), a ponadto dostrzegamy łagodniejszy ton i większą chęć współpracy ze strony administracji Trumpa (co znalazło odzwierciedlenie np. w przemówieniu sekretarza obrony Hegsetha podczas Dialogu Shangri-La oraz wizycie w USA szefa tajwańskiej opozycyjnej partii Kuomintang, która opowiada się za znacznie bliższymi relacjami z Chinami). Opierając się na tych wydarzeniach, uważam, że jesteśmy na bardzo wczesnym etapie przechodzenia do porządku w stylu systemu trybutarnego w regionie Azji, a nawet poza nim.
Jako globalny inwestor makroekonomiczny, który musi rozumieć, jak poruszają się figury szachowe (lub kamienie w Go) i co prawdopodobnie się wydarzy, oraz jako ktoś, kto dąży do poprawy wzajemnego zrozumienia, zwłaszcza między USA a Chinami, uważam, że kluczowe jest zrozumienie, co Chiny zrobią w świetle tych faktów i jak potoczą się sprawy. Na podstawie moich wizyt w Chinach od ponad 40 lat, poznania i uczenia się od wysokich rangą chińskich przywódców przez te wszystkie lata, a także studiowania historii Chin sięgającej ich zjednoczenia w 221 r. p.n.e., doszedłem do przekonania, że zrozumienie perspektywy chińskich przywódców, tego, co się obecnie dzieje i tego, co prawdopodobnie nastąpi, wymaga zrozumienia ośmiu kwestii:
- Kultury chińskiej
- Systemu trybutarnego
- Chińskiego myślenia o „Sztuce wojny”
- Stu Lat Upokorzeń
- Poglądu, że „są jedne Chiny, a Tajwan jest ich częścią”
- Zmiany w układzie względnych sił gospodarczych i militarnych oraz geopolityce od 1945 r. do czasów obecnych
- Poglądów politycznych i osobistych prezydenta Xi i prezydenta Trumpa w kontekście zmieniającego się porządku światowego i nadchodzących zmian
- Obecnego stanu wpływów czynników gospodarczych, politycznych, geopolitycznych, technologicznych oraz sił natury – i kierunku, w którym one zmierzają
Biorąc pod uwagę moje rozumienie tych kwestii, by podsumować mój pogląd w jednym zdaniu:
Uważam, że powinniśmy się spodziewać, iż chińska kultura i przywództwo prezydenta Xi – w połączeniu ze wzrostem potęgi gospodarczej, militarnej i geopolitycznej Chin oraz realiami politycznymi zarówno w USA, jak i w Chinach – doprowadzą do zadośćuczynienia za Sto Lat Upokorzeń poprzez stanie się przez Chiny silnym i w dużej mierze samowystarczalnym państwem, poprzez coraz częstsze egzekwowanie przez nie suwerennej władzy nad Tajwanem (gdzie produkuje się większość światowych chipów do AI) i asertywne wpływanie na przeciwne im kraje z wykorzystaniem technik nacisku i podstępu opisanych w „Sztuce wojny” (bez inicjowania bezpośrednich ataków militarnych), a także poprzez pojawienie się współczesnej wersji systemu trybutarnego, przy czym znaczący postęp w tym wszystkim dokona się jeszcze podczas sprawowania urzędu przez prezydenta Xi.
Zgodnie z obietnicą, było to jedno zdanie, choć bardzo długie.
W dalszej części dzisiejszego tekstu opiszę najpierw te osiem czynników i wpływ, jaki moim zdaniem będą one miały na chińskie myślenie i działania. Uważam, że ich zrozumienie jest niezmiernie ważne. Następnie omówię to, co w mojej ocenie prawdopodobnie się wydarzy.
To, co zaraz powiem, nie będzie w całości, zawsze ani absolutnie precyzyjnie prawdziwe, ale wierzę, że w dużej mierze będzie to zgodne z prawdą. Oczywiście, jak w każdym temacie, wiele innych osób będzie miało odmienne poglądy, więc potraktujcie moje słowa z odpowiednim dystansem.
1. Kultura chińska
Uważam za słuszne stwierdzenie, że „kultura jest przeznaczeniem”, więc jeśli ktoś rozumie chińską kulturę, może całkiem dobrze pojąć, w jaki sposób chińscy przywódcy podejdą do swoich wyzwań. Dzieje się tak dlatego, że kultury, podobnie jak religie, głęboko zakorzeniają w ludzkich umysłach idee dotyczące tego, jak powinni się zachowywać. Jest to szczególnie prawdziwe w odniesieniu do wpływu chińskiej kultury na Chińczyków, ponieważ była ona wzmacniana przez tysiące lat, przez co stała się niemal wbudowana w ich DNA. Chińscy przywódcy wierzą, że ich kultura jest ich przeznaczeniem i najpotężniejszą siłą napędową ludzkich zachowań. Zwracają uwagę na to, jak różne obszary geograficzne mają nieco inne kultury, wskazując, że sposoby działania różnią się w poszczególnych częściach Chin, podobnie jak różnią się one w poszczególnych częściach Europy i tak samo, jak kultura chińska różni się od kultury zachodniej, która opiera się na śródziemnomorskich korzeniach. Myślę, że ich perspektywa w tej kwestii jest w oczywisty sposób prawdziwa.
Spróbuję teraz pokrótce opisać chińską kulturę w taki sposób, w jaki została mi opisana przez chińskich przywódców i jak widziałem jej funkcjonowanie w ciągu ostatnich 42 lat. Chodzi w niej głównie o to, jak osiągnąć porządek.
Chińskie podejście jest przede wszystkim konfucjańskie, czyli jest to hierarchiczne, przypominające strukturę rodziny - podejście do osiągania porządku poprzez upewnienie się, że każdy zna swoją rolę i wie, co w niej robić. To konfucjańskie podejście wykracza poza rodzinę, więc Chińczycy stosują je w kontaktach ze wszystkimi innymi, w tym z ludźmi w Chinach i w innych krajach. Odzwierciedla to fakt, że słowo „kraj” składa się w języku chińskim z dwóch znaków – „państwo” i „rodzina” – a zatem w Chinach „kraj” oznacza „państwo-rodzinę”. Opiera się ono na nabożności synowskiej, co oznacza, że ci na szczycie hierarchii (rodzice w rodzinie i przywódcy w państwie) dają bezgraniczne oddanie tym, za których są odpowiedzialni (dzieciom w rodzinie i obywatelom państwa), zapewniając im wskazówki, ochronę, dyscyplinę i moralne wychowanie. Podobnie ci, którzy są niżej w hierarchii (dzieci i obywatele), wykazują bezgraniczne oddanie, ofiarowując tym wyżej (rodzicom w rodzinie i przywódcom w państwie) posłuszeństwo, troskę i szacunek. Innymi słowy, jest to system oparty na relacjach hierarchicznych, wzajemnych, moralnych oraz na władzy.
Ostatecznym celem Chińczyków jest zapewnienie porządku, (najlepiej) harmonii i dobrobytu dla większości ludzi, a drogą do ich osiągnięcia jest ojcowska relacja między przywódcami państwa a ludźmi, nad którymi sprawują rządy.
Można zauważyć oczywiste różnice między kulturą chińską, a zachodnią (którą Chińczycy nazywają „kulturą śródziemnomorską”, ponieważ z tego regionu się wywodzi). Chińska kultura i system są niemal całkowitym przeciwieństwem kultury/systemu zachodniego, zwłaszcza w USA, który jest raczej oddolny niż odgórny, bardziej rewolucyjny niż posłuszny, opowiadający się za dobrem jednostki i indywidualizmem ponad dobrem kolektywu, a także bardziej kapitalistyczny niż komunistyczny. To podejście polegające na przedkładaniu interesów większości nad interesy jednostek wyjaśnia, dlaczego Chiny potrafią budować koleje dużych prędkości i realizować inne projekty infrastrukturalne (co wymaga przesiedlania wielu ludzi), podczas gdy USA tego nie potrafią. Wpływa to również na to, co stanowi własność państwa, a co własność prywatną, oraz kształtuje wielkie różnice między chińskimi, a amerykańskimi poglądami na tę kwestię.
Podejście to pozostaje w dużej mierze niezmienione od tysięcy lat. Chiny uważa się obecnie za państwo pod rządami najnowszej „dynastii”, która rozpoczęła się w 1949 roku. Chińscy przywódcy doskonale zdają sobie sprawę z lekcji płynących z historii oraz z ponadczasowych i uniwersalnych prawd, które się z nich wyłaniają.
Aby było jasne – mimo funkcjonowania w sposób, który przed chwilą opisałem, wśród Chińczyków występują również znaczne różnice w formach działania. Przywódcy mogą mieć różne style zarządzania, podobnie jak rodzice mają różne style wychowania – od surowego do liberalnego. Na przykład Mao i Deng Xiaoping mieli bardzo różne podejścia do przywództwa, choć obaj byli pod tym względem bardzo chińscy. Ponadto, jak w każdym kraju, w Chinach występują oczywiście różnice kulturowe w zależności od lokalizacji, tradycji i pochodzenia etnicznego – np. podejście legistyczne, konfucjańskie, taoistyczne, buddyjskie, marksistowskie, Chińczyków Han, wiele innych grup etnicznych itp. – więc to, co opisałem, nie w 100% dotyczy każdego przypadku.
Podobnie jak Stany Zjednoczone, Chiny zmagają się z problemami i prowadzą spory na temat tego, jak osiągnąć optymalną równowagę między prawicowym kapitalizmem, a lewicowym socjalizmem, decydując o sposobach wspierania rozwoju i wynagradzania, chociaż robią to ze znacznie silniejszym odchyleniem w stronę socjalizmu/komunizmu. Na przykład, podczas gdy twórcy chińskiej polityki gospodarczej pragną obecnie, by przedsiębiorczość sprzyjała innowacyjności zdolnej podnieść standard życia ogółu, nie chcą jej do tego stopnia, by zwiększała nierówności majątkowe i chciwość, dlatego zmagają się z kwestią tego, jak bardzo być „kapitalistycznymi” i na ile niezależności pozwolić. Podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, toczą się tam debaty polityczne, choć zazwyczaj odbywają się one za zamkniętymi drzwiami w ramach bardzo odgórnego, hierarchicznego i dyscyplinarnego systemu – albo w ogóle nie są jawnie artykułowane.
W Chinach, jak w każdym państwie, porządki monetarne, krajowe porządki polityczne oraz międzynarodowe porządki geopolityczne przechodziły przez Wielkie Cykle, które zawsze, w sposób nieunikniony, prowadziły do ich osłabienia i upadku. W przeciwieństwie do przywódców większości państw zachodnich, a zwłaszcza liderów amerykańskich, chińscy decydenci są bardzo świadomi tych Wielkich Cykli i lekcji płynących z historii. Kiedy dynastia chyli się ku upadkowi i następuje załamanie porządku, co w historii nazywali „utratą Mandatu Niebios”, zawirowania w naturalny sposób prowadzą do walki o władzę. Czasami dynastie potrafią przetrwać te wyzwania, a czasami są obalane, co daje początek nowym przywódcom i nowym dynastiom. Okresy niepokojów w Chinach, podobnie jak w większości innych państw, zdarzały się, gdy złe przywództwo zbiegło się z wielkimi wyzwaniami, będącymi zazwyczaj rezultatem klasycznych, ponadczasowych i uniwersalnych przyczyn: 1) porządki monetarne załamywały się z powodu nadmiernego zadłużenia, 2) krajowe porządki polityczne upadały z powodu głębokich, niemożliwych do pogodzenia różnic majątkowych i wartości, 3) dochodziło do walk z siłami zewnętrznymi (np. inwazje Mongołów, Mandżurów i mocarstw zagranicznych w okresie „Stu Lat Upokorzeń”), 4) siły natury – susze, powodzie i pandemie – powodowały straszliwe warunki oraz 5) radykalnie nowe i przełomowe technologie były wykorzystywane do konfliktów zbrojnych. Kiedy ogólny bilans tych pięciu sił ulega poprawie, następuje wzrost zdrowia i potęgi, a gdy się pogarsza, potęga ta i kondycja zanikają.
To jest właśnie ten Wielki Cykl, który jest ponadczasowy i uniwersalny i który opisywałem prawdopodobnie więcej razy, niż macie ochotę słuchać. Siły te prowadziły do zmian w przywództwie i systemie rządów od jednego porządku wewnętrznego (czyli dynastii) do kolejnego w całej historii Chin. Kiedy po wojnach zwycięzcy i nowi przywódcy nowych dynastii (nowi cesarze) przejmowali władzę, obowiązkiem nowych liderów było zaprowadzenie dobrobytu dla ludu. Zazwyczaj walki polityczne toczyły się w tajemnicy i były niezwykle zaciekłe. Kiedy następowały burzliwe przejścia z jednego porządku/dynastii do drugiego, zajmowało to zazwyczaj wiele lat, jak choćby w przypadku zastąpienia dynastii Tang przez dynastię Song, co trwało 50 lat. Fakt, że chińscy przywódcy przestudiowali tę historię, dostarcza im lekcji, które kierują ich dzisiejszym podejściem.
2. System trybutarny
Zalecam zgłębienie wiedzy na temat systemu trybutarnego, ponieważ uważam, że Chińczycy będą do niego dążyć, a nowy porządek świata coraz bardziej będzie go przypominał, w szczególności w Azji.
System trybutarny, który charakteryzował stosunki zagraniczne Chin za czasów wielu dynastii przez 2000 lat – od około 200 roku p.n.e. do końca XIX wieku – jest dla chińskich przywódców preferowanym sposobem interakcji z innymi krajami. Stanowi on naturalne rozszerzenie konfucjańskich tradycji, w których porządek wynika z jasno określonych ról hierarchicznych. Opiera się na koncepcjach dotyczących tego, jak powinno się zarządzać rodziną i jak rodziny powinny postępować wobec innych rodzin. Chińczycy postrzegają go jako bardzo praktyczny system, ponieważ uznaje on rzeczywistość różnic w sile poszczególnych państw i oferuje im dobre sposoby na poradzenie sobie z tą rzeczywistością, co pozwala uniknąć zbrojnej konfrontacji przy jednoczesnym zastosowaniu presji w sposób opisany w „Sztuce wojny” Sun Tzu.
W systemie trybutarnym relacje nie opierają się na równości, lecz zachodzą między zwierzchnikami, a podwładnymi, którzy uznają swoją wzajemną pozycję w hierarchii. Silniejsi mają dobrze traktować słabszych, a słabsi dobrze traktować silniejszych, tak aby zapanowała harmonia. Jeżeli słabsza siła potraktuje potężniejszą w sposób niewłaściwy, silniejsze mocarstwo karze słabsze w pewien sposób, zwykle nie stosując przemocy zbrojnej, lecz poprzez wywieranie presji, np. odmawiając mu tego, czego pragnie, chociaż sporadycznie kara może być brutalna, by „udzielić lekcji”.
W ramach przedłużenia tego kulturowego systemu wierzeń Chińczycy nie wierzą w budowanie imperiów poprzez okupację i bezpośrednią kontrolę nad innymi państwami, ponieważ uważają, że takie działanie jest boleśnie nieskuteczne – to tak, jakby próbować zająć i kontrolować inne rodziny. Wystarczająco trudne jest zadbanie o własną rodzinę, a ponieważ wartości i kultury innych są tak odmienne, przypominałoby to próbę mieszania wody z olejem. Wskazują na to, jak bardzo nie udało się to Stanom Zjednoczonym m.in. w Wietnamie czy Afganistanie. Ich podejście znacznie różni się zatem od zachodniego/śródziemnomorskiego, które opiera się na walkach zbrojnych, przejmowaniu cudzych terytoriów i próbach kontrolowania innych. Różnica ta jest głównym powodem, dla którego Stany Zjednoczone mają od 700 do 800 baz wojskowych w 80 innych krajach, podczas gdy Chiny posiadają tylko jedną.
Chociaż historycznie władcy Chin woleli wpływy pośrednie, w niektórych przypadkach, w szczególności w odniesieniu do państw granicznych, przejmowali kontrolę, gdy uznawali to za strategicznie, ekonomicznie lub politycznie konieczne.
3. Chińskie myślenie o „Sztuce wojny”
Warto zrozumieć, w jaki sposób Chińczycy lubią toczyć wojny, co zostało opisane w „Sztuce wojny” Sun Tzu (książce, którą zdecydowanie należy przeczytać).
Ich podejście stanowi rozszerzenie wcześniej opisanych kulturowych i trybutarnych skłonności o tyle, że przede wszystkim odbywa się bez użycia przemocy. Jak napisał Sun Tzu: „pokonanie wroga bez walki jest szczytem umiejętności”. Brutalna wojna jest ostatecznością. Wierzą oni, że wojna zbrojna rani zaangażowanych w nią ludzi i że strony, które muszą uciekać się do przemocy, nie były wystarczająco bystre, by odnieść zwycięstwo bez niej. Walkę należy toczyć i wygrywać za pomocą podstępu i presji. Na przykład w swoich dążeniach do zjednoczenia z Tajwanem Chiny najprawdopodobniej spróbują zwyciężyć dzięki zakulisowym manewrom, których nikt nie dostrzeże. W jutrzejszej części tego tekstu wyjaśnię, jak może to przebiegać.
Różnice między zachodnim, a chińskim sposobem walki są z grubsza analogiczne do różnic między szachami, a grą w Go. W szachach celem jest zabicie przeciwnika, natomiast w Go celem jest ograniczenie strefy wpływów przeciwnika względem własnej. Z uwagi na silnie zakorzenione w kulturze chińskiej hierarchiczne i pacyfistyczne przekonania, oczekuję, że wykorzystają one swoją potęgę do stworzenia porządku hierarchicznego, w którym będą odgrywać rolę centralnej władzy (Państwa Środka) w swoim regionie, używając pokojowych i pośrednich nacisków, aby osiągnąć wyznaczone cele. I spodziewam się, że wydarzy się to w klasyczny dla systemu trybutarnego / sztuki wojny sposób – poprzez manifestację siły i wywieranie stanowczej, zakulisowej presji, co obejmuje przyznawanie nagród za dobre relacje i kar za złe, przy otwartym manifestowaniu tych nacisków i kar tylko wtedy, gdy będzie to konieczne.
4. Sto lat upokorzeń
Cała historia Stu Lat Upokorzeń pozostaje wciąż żywa w umysłach chińskich przywódców i większości Chińczyków, i stanowi potężną siłę napędową ich myśli oraz działań, dlatego tak ważne jest jej zrozumienie. Jest to dramatyczna i ważna historia, którą streszczę w 600 słowach. (Jej przeczytanie zajmie zaledwie kilka minut, ale jeśli to dla ciebie zbyt wiele, możesz przejść dalej).
W skrócie: w 1793 roku brytyjska delegacja udała się na spotkanie z ówcześnie panującym cesarzem Chin (z dynastii Qing), ponieważ Brytyjczycy pożądali chińskiej herbaty, jedwabiu i porcelany. W tym czasie Chiny i ich cesarz znajdowali się na szczycie świata i oczekiwali, że obce kraje wezmą udział w ich systemie trybutarnym. W słynnym liście do króla Jerzego III, cesarz Qianlong wprost oznajmił, że Chiny posiadają wszystko w obfitości i nie mają zapotrzebowania na zagraniczne produkty. Niemniej jednak, w latach 1793-1839 Brytyjczycy i inne mocarstwa handlowały z Chinami. Ponieważ Chiny miały do zaoferowania reszcie świata znacznie więcej niż na odwrót, państwo to notowało ogromne nadwyżki handlowe, co powodowało przepływ srebra (ówczesnego pieniądza) z Wielkiej Brytanii do Chin. Niezrównoważony i wielki deficyt handlowy Wielkiej Brytanii skłonił ją do eksportowania do Chin opium uprawianego w kontrolowanych przez Brytyjczyków Indiach, co zniwelowało nierównowagę handlową, ale doprowadziło do gigantycznego problemu uzależnień w Chinach. Chińscy przywódcy postrzegali ten handel zarówno w kategoriach społecznej katastrofy, jak i zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego, w związku z czym w 1839 r. rząd Qing postanowił temu przeciwdziałać, konfiskując i niszcząc w Kantonie wielkie ilości opium należące do Brytyjczyków. W roku 1839 (który zapoczątkował okres Stu Lat Upokorzeń) Imperium Qing było nadal jednym z najlepiej prosperujących, największych i najludniejszych państw świata i postrzegało siebie jako największe globalne mocarstwo. Ponieważ jednak Chińczycy od dawna nie toczyli wojen, a Brytyjczycy byli w tym ekspertami, Wielka Brytania z łatwością pokonała Chiny. Brytyjczycy narzucili Traktat Nankiński, przejęli kontrolę nad Hongkongiem i otworzyli chińskie porty na handel zagraniczny. Wkrótce do wyzysku i prowadzonych wojen dołączyły Francja, Rosja oraz Japonia, a w ciągu kolejnych kilkudziesięciu lat Chiny ponosiły dalsze klęski i zostały zmuszone do podpisywania kolejnych nierównorzędnych traktatów, które przyznawały obcym mocarstwom specjalne przywileje na terytorium Chin. W tym samym czasie warunki wewnętrzne uległy pogorszeniu, porządek monetarny się załamał, a w kraju wybuchła straszliwa wojna domowa (kosztująca od 20 do 30 milionów ofiar).
Kolejnym potężnym wstrząsem dla Chin była I wojna chińsko-japońska, podczas której zmodernizowana Japonia odniosła zdecydowane zwycięstwo. W roku 1895 Japonia przejęła kontrolę nad Tajwanem. Zmusiła również chińskich przywódców do uznania niepodległości Korei (która wkrótce dostała się pod dominację Japończyków) i zapłacenia wysokich odszkodowań. Rządząca dynastia Qing oficjalnie zachowała władzę, lecz uległa ogromnemu osłabieniu i upokorzeniu. W oczywisty sposób straciła kontrolę. W 1900 roku wybuchło wielkie powstanie skierowane przeciwko cudzoziemcom i chrześcijanom (powstanie bokserów), które doprowadziło do okupacji Pekinu przez wojska sojuszu ośmiu mocarstw i nałożenia kolejnych kar. Rząd Qing upadł ostatecznie w 1911 roku (wraz z rewolucją Xinhai), pozostawiając Chiny głęboko podzielone. Większość terytorium przeszła pod kontrolę konkurujących ze sobą watażków, podczas gdy mocarstwa zagraniczne kontynuowały swój wyzysk. Następnie Japonia przejęła kontrolę nad Mandżurią i rozpoczęła inwazję na pełną skalę podczas II wojny chińsko-japońskiej. Miasta zostały zniszczone, miliony zginęły, a okrucieństwa takie jak masakra nankińska stały się trwałym symbolem narodowej traumy. Kiedy nadeszła II wojna światowa, zakończona klęską Japonii w 1945 roku, zwycięskie mocarstwa podczas konferencji kairskiej, a następnie poprzez deklarację poczdamską orzekły, że odebrane Chinom przez Japonię terytoria, w tym Tajwan (Formoza), „mają zostać zwrócone Republice Chińskiej”.
5. „Są jedne Chiny, a Tajwan jest ich częścią”
Pomiędzy 1945 r. (końcem II wojny światowej) a rokiem 1949 (kiedy powstała ChRL) toczyła się klasyczna wojna domowa pomiędzy skrajnie prawicowymi, bogatymi kapitalistami, a radykalnie lewicowymi, ubogimi komunistami. Doprowadziła ona do tego, że Komunistyczna Partia Chin objęła władzę w części kontynentalnej, z kolei kapitaliści z KMT przejęli kontrolę nad Formozą (Tajwanem). O ile nikt nie kwestionował tego, że „są jedne Chiny, a Tajwan stanowi ich część”, to pojawił się spór o to, która ze stron ma prawowitą władzę nad Chinami. Kiedy stało się jasne, że rządzona przez partię komunistyczną Chińska Republika Ludowa kontroluje większość terytorium kraju, a państwo to zaczęło stopniowo integrować się ze społecznością międzynarodową, uzgodniono perspektywę pokojowego zjednoczenia. Zdecydowana większość obywateli i przywódców Chin wierzy w to i uważa Tajwan za część chińskiej rodziny. Dokładniej mówiąc, postrzegają go jako zbuntowaną prowincję, która przy wsparciu Stanów Zjednoczonych rozbudowuje swoją armię, aby utrzymać niezależność.
Aby szybko doprowadzić tę historię od 1949 r. do teraźniejszości: ChRL pod wodzą Komunistycznej Partii Chin i Mao wybrała izolację i doświadczyła przedłużających się okresów niedostatku. Zaangażowanie Chin w wojnę koreańską miało na celu zatrzymanie cudzoziemców, postrzeganych jako zagrożenie. Ostatecznie Związek Radziecki zaczął grozić Chinom, co doprowadziło do tego, że Mao i Zhou Enlai po stronie chińskiej, a Nixon i Kissinger po amerykańskiej, doprowadzili do otwarcia Chin. Mao zmarł w 1976 r., a w 1978 r. zastąpił go Deng Xiaoping, co poskutkowało otwarciem granic, wdrożeniem reform i po cichu zdobywaniem ogromnej potęgi. Kiedy prezydent Xi doszedł do władzy i ją skonsolidował, stwierdził, że robi to w przewidywaniu wyzwań, jakich nie obserwowano od 100 lat. I to właśnie teraz obserwujemy.
Dla Chińczyków, a w szczególności dla prezydenta Xi, czas zjednoczenia po obu stronach cieśniny zbliża się wielkimi krokami. Nie jestem osamotniony w przypuszczeniach, że gdyby w 2028 r. objął kolejną kadencję, prezydent Xi chciałby, aby w jej trakcie nastąpiła jakaś forma zjednoczenia. Zważywszy na wszystko, co się ostatnio wydarzyło, podejrzewam, że uważa on, iż sam jak i Chiny są na tyle silni, aby do tego dążyć, a także by przełamać politykę powstrzymywania stosowaną przez inne państwa. Dlatego na spotkaniu z prezydentem Trumpem prezydent Xi jasno dał do zrozumienia, że kwestia zjednoczenia musi zostać załatwiona i że nie chce, by USA sprzedawały Tajwanowi obiecaną potężną broń. Wyraźnie posuwa się teraz naprzód dyplomatycznie, stosując nacisk, by umożliwić zjednoczenie bez wielkiej walki zbrojnej.
Spójnie z tym, Cheng Li-wun, obecna liderka tajwańskiej partii KMT, która sprzeciwia się niepodległości Tajwanu i opowiada się za znacznie bliższymi relacjami z Chinami, w kwietniu spotkała się z Xi Jinpingiem w Pekinie, a niedawno zakończyła dwutygodniową podróż do Stanów Zjednoczonych, gdzie rozmawiała z członkami Kongresu i ekspertami ds. polityki zagranicznej. Możecie sobie wyobrazić, o czym rozmawiali. Jest to alternatywa w postaci „pokoju poprzez dialog”.
6. Zmiany w układzie względnych sił gospodarczych i militarnych oraz w geopolityce od 1945 r. do czasów obecnych
Używając sformułowania prezydenta Trumpa, wygląda na to, że to Chiny „mają w ręku karty”. Oczywiście nastąpiła wielka zmiana w układzie sił, w ramach której relatywna potęga USA spada, a potęga Chin rośnie według klasycznych metod pomiaru. Zostały one szczegółowo opisane w mojej książce i wideo na YouTube „Zasady. Jak radzić sobie ze zmieniającym się porządkiem świata” oraz w moich innych publikacjach, więc nie będę teraz w to wnikał. Mój główny wniosek jest taki, że Chiny są obecnie pod wieloma względami potęgą w zasadzie porównywalną ze Stanami Zjednoczonymi (wyprzedzając je w niektórych obszarach, a w innych ustępując), są znacznie potężniejsze gospodarczo i militarnie niż USA we własnym regionie (Azji Wschodniej) oraz w szybszym tempie rosną i akumulują bogactwo. W tym samym czasie Stany Zjednoczone nie mają chęci ani nie są przygotowane na konfrontację z Chinami w Azji Wschodniej. Tak to obecnie wygląda.
Z tych powodów porządek światowy znajduje się teraz w procesie transformacji z systemu opartego na zasadach, wielostronnego i kierowanego przez USA, na rzecz porządku dwubiegunowego, hierarchicznego, opartego na potędze i powinniśmy zrozumieć, w jaki sposób Chińczycy prawdopodobnie podejdą do kształtowania tego nowego światowego ładu.
O ile chińscy przywódcy mają nadzieję, że Stany Zjednoczone i Chiny wykorzystają swoje możliwości, by zaprowadzić pokój i dobrobyt, i że nastąpi znaczący krok w kierunku zjednoczenia z Tajwanem oraz wyeliminowanie działań powstrzymujących Chiny, to jeśli nie odbędzie się to poprzez współpracę, zostanie to przeprowadzone w sposób, w jaki Chińczycy z reguły załatwiają takie sprawy – poprzez „sztukę wojny” i system trybutarny. Chińczycy mają do dyspozycji wiele dźwigni nacisku. Przykładowo: chińscy, amerykańscy i inni przywódcy mają świadomość, że mikrochipy są najważniejszym aktywem gospodarczym – ważniejszym od ropy naftowej – a świat jest całkowicie zależny od chipów z Tajwanu, których ograniczenie podaży Chiny mogą zagrozić w taki czy inny sposób. Co ważne, Chińczycy mają plan osiągnięcia samowystarczalności w produkcji chipów pod koniec 2027 roku, podczas gdy USA i reszta świata nadal będą uzależnione od ich tajwańskiej produkcji. Na rynkach i w gospodarce sztuczna inteligencja jest wszystkim, a AI bez Tajwanu jest niczym. Łatwo więc sobie wyobrazić, jakie skutki na giełdę i światową gospodarkę przyniosłaby chińska blokada przepływu chipów z Tajwanu. To tylko jeden z wielu potencjalnych punktów nacisku, jakimi dysponują Chiny. Jestem pewien, że Stany Zjednoczone również mają w zapasie kilka asów. Ponieważ nikt nie chce, by doszło do eskalacji konfliktu, prawdopodobnie się on nie zmaterializuje, choć groźby są realne, a ryzyko wysokie. Jak zwykle, dużą rolę odegra tu polityka, więc przyjrzyjmy się jej z bliska.
7. Jak wygląda polityka zarówno w Chinach, jak i w Stanach Zjednoczonych
Chociaż w obu krajach polityka bywa brutalna, w USA ta brutalność jest znacznie bardziej jawna i prowadzi do bardziej otwartych walk, które prawdopodobnie nasilą się w miarę zbliżania się do tegorocznych wyborów połówkowych (midterms) i po nich, w momencie gdy Republikanie niemal na pewno stracą Izbę Reprezentantów – a być może stracą więcej. Z kolei w Chinach ryzyko politycznego nieładu jest znacznie mniejsze. Zagrożenie politycznym nieporządkiem w Stanach Zjednoczonych, w połączeniu z innymi rodzajami ryzyka (finansowego, geopolitycznego, technologicznego itp.), prawdopodobnie sprawi, że okres pomiędzy wyborami w 2026 r. a wyborami prezydenckimi w 2028 r. będzie nader ryzykowny – zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że wybory w Chinach i na Tajwanie odbędą się w kolejnych latach. Ponieważ międzynarodowe konflikty nie są popularne, widmo tych wyborów prawdopodobnie w dalszym stopniu osłabi gotowość do walki administracji Trumpa.
Jednocześnie obecna pięcioletnia kadencja prezydenta Xi zostanie podsumowana podczas 21. Kongresu Partii, który najprawdopodobniej odbędzie się jesienią 2027 roku (zapewne w październiku), co potencjalnie utoruje mu drogę do kolejnej, rozpoczynającej się na początku 2028 r. Wśród wszystkich znaczących chińskich ugrupowań politycznych panuje powszechne przekonanie, że silne przywództwo powinno trwać i że powinien nastąpić wyraźny postęp w kwestii zjednoczenia z Tajwanem.
Wkrótce po tych rządowych zmianach w Ameryce i w Chinach, w styczniu 2028 roku mają się odbyć kolejne wybory prezydenckie na Tajwanie. Dwie główne tajwańskie siły polityczne mają odmienne poglądy w kwestii niepodległości, przy czym szefowa KMT – głównej partii opozycyjnej na Tajwanie – popiera bliższe relacje z Pekinem i jest przeciwna niepodległości Tajwanu. Taki splot okoliczności mógłby sprzyjać uregulowanemu dążeniu do ostatecznego zjednoczenia, które mogłoby do złudzenia przypominać integrację na linii Chiny-Hongkong. Można sobie wyobrazić, że ponowne zjednoczenie przebiegnie płynnie, bez odgrywania przez USA większej roli. Nie potrafię natomiast powiedzieć, co dokładnie będzie to oznaczać dla samej produkcji chipów.
8. Obecne warunki gospodarcze
Moim zdaniem funkcjonują dwie gospodarki chińskie: 1) gospodarka wewnętrzna, obejmująca osoby i podmioty współpracujące ze sobą w samych Chinach oraz 2) gospodarka zewnętrzna, w której ogół ludności i podmiotów z Chin (którą będę nazywać „Chiny S.A.”) dokonuje transakcji z innymi państwami jako jeden agregat. Ten punkt widzenia jest zresztą popierany przez samych Chińczyków za sprawą ich koncepcji „podwójnego obiegu”.
W mojej ocenie 1) wewnętrzne uwarunkowania gospodarcze i społeczne są na ogół rozwiązywane dość rozsądnie; istnieje tu wiele jasnych i ciemnych punktów (co obecnie ma miejsce w większości państw na świecie), choć łącznie dają one efekt słabszy niż by tego oczekiwano; z kolei 2) zewnętrzne transakcje gospodarcze mają się znakomicie. Chiny S.A. sprzedają ogromne ilości towarów z dobrymi marżami, dlatego są wysoce rentowne i sukcesywnie gromadzą aktywa finansowe. To, co ostatecznie zrobią z tymi pieniędzmi, będzie miało potężny wpływ na rynki i resztę świata.
W obrębie samych Chin również funkcjonują odrębne dwie gospodarki. Skategoryzujmy je jako starą i nową. Owa stara (np. silnie zadłużone samorządy, którym towarzyszą niewydajne firmy) pozostaje przy życiu wyłącznie za sprawą kroplówki od rządu centralnego w towarzystwie pogrążonego w stagnacji rynku nieruchomości oraz zahamowanego obszaru konsumpcji detalicznej; z kolei ekscytująca i nowa gospodarka tętni życiem, robiąc szybkie postępy. Uważam, że rząd centralny z zaangażowaniem podchodzi do problemu rzetelnego zrównoważenia indywidualnych bodźców i kolektywizmu, i wychodzi mu to coraz sprawniej – przykładowo, za sprawą ulepszonych metod radzą sobie z tzw. „inwolucją”, osiąganymi zyskami oraz giełdą.
W przeciwieństwie do USA, gdzie perspektywa uzyskania zysków determinuje kierunek dystrybucji zasobów, w Chinach to perspektywa powszechnej produktywności i budowania szerokich korzyści nakreślają główne czynniki alokacji. O ile kapitaliści uważają takie rozwiązanie za nieefektywne, chińscy przywódcy z reguły mają rację uważając dokładnie odwrotnie, ponieważ ich podejście ułatwia szeroki dostęp do tanich rozwiązań podnoszących produktywność (jak energia elektryczna i Sztuczna Inteligencja). Koniec końców, wystarczy spojrzeć na wzrosty produktywności, jakimi cieszą się Chiny od początku wdrożenia polityki reform i tzw. „otwartych drzwi”.
Ogólnie rzecz biorąc, Chińczycy odnieśli ogromny sukces pod względem wydajnościowym i finansowym i wydaje się, że zmierzają do osiągnięcia w tym obszarze jeszcze więcej.
Co przypuszczam, że nastąpi
Chociaż nauczyłem się już pokory przez to, że z moimi ocenami na rynkach w około jednej trzeciej przypadków mijałem się z prawdą – przez co i teraz istnieje spora szansa na to, że się mylę – podzielę się z wami tym, co moim zdaniem nastąpi.
Oczekuję, że Chiny będą stopniowo wywierać większą presję w stylu systemu trybutarnego i „sztuki wojny” w dążeniu do zjednoczenia z Tajwanem oraz w opozycji do tych, którzy dążą do polityki powstrzymywania Państwa Środka.
Dla przykładu, w odpowiedzi na prośbę prezydenta Xi, aby prezydent Trump nie realizował planowanej sprzedaży broni dla Tajwanu, oczekuję, że prezydent Trump opóźni ten proces i ostatecznie broni nie sprzeda, ponieważ w przeciwnym wypadku, Chiny z pewnością odpowiedziałyby potężną demonstracją siły, czymś na kształt pokazu po wizycie byłej spikerki Izby, Nancy Pelosi na Tajwanie – jednak na jeszcze większą skalę. Możemy być nawet świadkami pojawienia się zawoalowanej groźby blokady przepływu chipów pochodzących z Tajwanu, co miałoby ogromne, niszczycielskie skutki dla światowych rynków akcji (zwłaszcza dla akcji firm powiązanych ze sztuczną inteligencją). Aby odnieść pożądany efekt, groźba ta wcale nie musi nawet paść bezpośrednio. Stawiam na to, że prawdopodobnie będziemy świadkami większej liczby tego rodzaju nacisków, które przyniosą skutki przypominające chociażby rezygnację prezydenta Trumpa ze sprzedaży uzbrojenia.
Innymi słowy, zaryzykuję stwierdzenie, że zmiana układu sił, o której wspomniałem, najprawdopodobniej poskutkuje wzmożeniem chińskich wysiłków na rzecz dążenia do zjednoczenia z Tajwanem, równocześnie osłabiając kierowaną przez USA politykę powstrzymywania poprzez wywoływanie zawoalowanych gróźb (bez ostatecznej konieczności ich zrealizowania), stawiając z kolei Stany Zjednoczone w wysoce niezręcznej sytuacji wyboru między podjęciem walki, a kapitulacją. Przykładowo, niewyobrażalnym jest, aby prezydent Trump wysłał amerykańskie wojsko do walki przeciwko działaniom Chin nakierowanym na Filipiny czy Tajwan, zwłaszcza jeśli będą to posunięcia o mikroskali. Tym sposobem Chiny mogą ugruntowywać swoje pozycje wyłącznie za sprawą wypowiadanych ostrzeżeń bez konieczności opierania się realnemu oporowi.
Mój punkt sprowadza się do tego, iż po prostu samo posiadanie potężnej siły, manifestowanie jej i brak konieczności jej wykorzystywania jest niezwykle skuteczne i w 100% zbieżne z chińskim podejściem; w przyszłości z pewnością jeszcze mocniej będziemy doświadczać wykorzystywania wpływu Chin wpisującego się we wspomniany system trybutarny, czy schemat znany ze „sztuki wojny”.
Istnieje duża szansa, że owa walka będzie prowadzona na tyle subtelnie, że po prostu jej nie zauważymy.
tłumaczenie wsparte Gemini AI
korekta Przemysław kudłacik




